
Na naszym terenie, w koszykach przystrojonych borówczywiem musiały się znaleźć: chleb, wędliny, ciasto drożdżowe, sól, masło, chrzan tarty, jajka, słonina i ziemniaki. Nie mogło zabraknąć cukrowego baranka. Nie wszystkie produkty spożywcze można było od razu w całości zjeść podczas wielkanocnego śniadania. Poświęconych ziemniaków nie zjadano, ale sadzono. Owinięte białym płótnem leżały na wozie między innymi ziemniakami przeznaczonymi do sadzenia. Gospodyni przed wyjazdem w pole święciła wodą cały wóz, wypowiadając formułę: rośnita tu, aby was kopa była i jadła dla każdego starczyło. Pole zasadzone ziemniakami należało posypać łupinkami z poświęconych jajek, co zapobiegało “parchom” na młodych kartoflach. Bydło wypędzane po raz pierwszy na pastwiska (starano się przestrzegać daty 24 kwietnia – św. Wojciecha) kropiono święconą wodą, okadzano dymem z wianków święconych w oktawę Bożego Ciała oraz nacierano słoniną ze święconki i uderzano gałązkami z niedzieli palmowej.
Jajka wielkanocne wkładane do koszyczka, symbolizujące odradzające się życie, na terenie ziemi wieluńskiej, nigdy nie były specjalnie dekorowane. Najczęstszą dekoracją to jednobarwnie malowane w naturalnych barwnikach. Nazywano je “byczkami”. Najchętniej gotowano jajka w łupinkach cebuli, zielonym młodym zbożu, w korze dębu czy razem z czerwonymi buraczkami.

